I co teraz?


Źródło: https://content.artofmanliness.com/uploads/2018/03/sleep.jpg

Przyznam się szczerze – byłem w kropce. W sumie to nadal jestem. Te wszystkie wydarzenia zmieniły sposób w jaki patrzę na świat. Po powrocie z wyprawy nie wiedziałem zupełnie co ze sobą zrobić. Początkowo nie robiłem nic. Zaszyłem się w domu i nie potrafiłem otrząsnąć się z całego tego przytłaczającego mnie marazmu. Gdy się straci cel życiowy (brzmi trochę patetycznie ale już trudno), człowiek ma prawo być zagubiony. Ja sobie przynajmniej tak to tłumaczyłem. 

Moje życie kręciło się wokół telewizji, książek i tego co by tu sobie ugotować na obiad. Jak wcześniej wspominałem, najlepszym kucharzem to ja jednak nie jestem i nie wiem czy moje potrawy odpychały mnie bardziej wyglądem czy zapachem. Impuls, który popchnął mnie do zmiany był raczej nietypowy. Gdy na własnej skórze przekonałem się co to znaczy mieć mięsień piwny (a naiwnie sądziłem, że to nieszczęście mnie nigdy nie dopadnie), postanowiłem stanowczo, że koniec z tym. 

Oczywiście powrót do profesjonalnego alpinizmu nie wchodził w grę, musiałem znaleźć sobie coś innego. Pomyślałem, że praca w jakimś biurze to może być to – mało ryzykowne i niewymagające dużego nakładu pracy. Sekretariat jako nowe El Dorado. Niestety okazało się, że niekoniecznie wpisuję się w wytyczne dotyczące wyglądu takiego pracownika. Okazało się, że nie szukają niekoniecznie starannie ogolonego mężczyzny, który niedługo na urodzinowym torcie zdmuchnie nie trzydzieści, a czterdzieści świeczek. Bez klucza w postaci nóg aż do samej szyi, blond pukli i jędrnego biustu, moje wymarzone El Dorado stało się dla mnie odległą i niedostępna krainą.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Amor a primera vista

Pełne zanurzenie