Mówcie mi Le Chef
![]() |
| Żródło: https://media.mnn.com/assets/images/2015/02/old-time-chefs.jpg.638x0_q80_crop-smart.jpg |
W górach często pozwalam sobie puszczać wodze fantazji. A
wyobraźnię mam całkiem bujną! Kiedy jest mi ciężko, lubię
przenosić się myślami w inne miejsce. Obok bycia popularnym
surferem, do głowy wciąż przychodzi mi jedna myśl: a co by było,
jakbym został kucharzem? Nie mówię o byciu kucharzem w barze
mlecznym za rogiem (nie ubliżając nikomu oczywiście, kotlet
schabowy najlepiej smakuje właśnie tam i jest to istny
majstersztyk). Wyobrażam sobie raczej karierę wielkiego mistrza
kuchni, którego każda nowa restauracja przewyższałaby poprzednią.
Gwiazdki Michelin sypałby się jak manna z nieba. Spędzałbym czas
na doprawianiu i próbowaniu potraw. Tutaj przegrzebki, tam jajka po
benedyktyńsku i łosoś teryiaki. A może zainteresowałbym się
kuchnią fusion, kto wie?
Gordon Ramsay byłby moim starym druhem. Poznałbym go na jakimś
kursie w prestiżowej szkole Le Cordon Bleu w Paryżu (mówiąc
zupełnie szczerze, to jedyna nazwa, która przypadkowo obiła mi się
kiedyś o uszy). Pomimo zaciętej rywalizacji, zostalibyśmy
serdecznymi przyjaciółmi. Rozpoczęlibyśmy karierę od stworzenia
wspólnej restauracji w sercu tętniącego życiem Londynu, co
okazałoby się (oczywiście!) strzałem w dziesiątkę.
Niestety nic takiego by się nigdy nie zdarzyło, ponieważ tak
naprawdę jestem potwornym kucharzem i mam do tego dwie lewe ręce.
Swoją wiedzę na temat kuchni głównie opieram na programach
telewizyjnych. Wstyd przyznać, ale do tej pory nie mogę zeskrobać
z sufitu resztek jajka, które wybuchło mi kiedyś po 4 godzinach
gotowania. Ale za to bardzo lubię marzyć i wychodzi mi to jak nic
innego. Dzięki wyobraźni nawet najprostszy posiłek w górach może
stać się najznakomitszą potrawą na świecie. I to tylko dzięki
mnie!

Komentarze
Prześlij komentarz